Wyposażony w busolę szedłem
Kanapy |Bwin |przynęty
„Wyposażony w busolę szedłem w pewnej odległości przed grupą, starając się wybierać najbardziej dogodny i skryty przed obserwacją szlak, zbieżny z obliczonym kątem kierunkowym. W ciągu dnia, o ile na to pozwalał teren, posuwaliśmy się od zasłony do zasłony. Najczęściej jednak maszerowaliśmy nocą, często po omacku. Jakże trudno wybrać drogę i zachować właściwy kierunek, kiedy nie widać żadnych pośrednich punktów orientacyjnych. Przydała mi się zdobyta w dzieciństwie umiejętność orientacji w terenie i nocne wyprawy do lasów w Górach Świętokrzyskich.
Pogoda nie była dla nas zbyt łaskawa. Często przemakało się na deszczu do suchej nitki. Dodatkową kąpiel zapewniały przekraczane w bród rzeczki i bajora. Suszył nas wiatr, czasem słońce, rzadziej mizerne, z uwagi na bezpieczeństwo, ognisko. Mundury przesycone wilgocią, wonią rzecznego mułu, trawy, lasu i diabli wiedzą czym jeszcze. Pędziliśmy przecież życic pod gołym niebem, chyba tylko dwukrotnie udało się nam przenocować w opuszczonych szopach i raz na sianie w gospodarczym budynku zagubionej w lesie gajówki.
Najwięcej trudności stwarzało przekraczanie szos i uczęszczanych dróg terenowych. Godzinami trzeba było nieraz warować w ukryciu, czekając na przerwę w ruchu niemieckich kolumn, by biegiem przeskoczyć na drugą stronę i zapaść za najbliższą zasłonę terenową.“(4)
Ford Sierra książka |Laurell K. Hamilton |Masaż Szczecin
„Wyposażony w busolę szedłem w pewnej odległości przed grupą, starając się wybierać najbardziej dogodny i skryty przed obserwacją szlak, zbieżny z obliczonym kątem kierunkowym. W ciągu dnia, o ile na to pozwalał teren, posuwaliśmy się od zasłony do zasłony. Najczęściej jednak maszerowaliśmy nocą, często po omacku. Jakże trudno wybrać drogę i zachować właściwy kierunek, kiedy nie widać żadnych pośrednich punktów orientacyjnych. Przydała mi się zdobyta w dzieciństwie umiejętność orientacji w terenie i nocne wyprawy do lasów w Górach Świętokrzyskich.
Pogoda nie była dla nas zbyt łaskawa. Często przemakało się na deszczu do suchej nitki. Dodatkową kąpiel zapewniały przekraczane w bród rzeczki i bajora. Suszył nas wiatr, czasem słońce, rzadziej mizerne, z uwagi na bezpieczeństwo, ognisko. Mundury przesycone wilgocią, wonią rzecznego mułu, trawy, lasu i diabli wiedzą czym jeszcze. Pędziliśmy przecież życic pod gołym niebem, chyba tylko dwukrotnie udało się nam przenocować w opuszczonych szopach i raz na sianie w gospodarczym budynku zagubionej w lesie gajówki.
Najwięcej trudności stwarzało przekraczanie szos i uczęszczanych dróg terenowych. Godzinami trzeba było nieraz warować w ukryciu, czekając na przerwę w ruchu niemieckich kolumn, by biegiem przeskoczyć na drugą stronę i zapaść za najbliższą zasłonę terenową.“(4)
Ford Sierra książka |Laurell K. Hamilton |Masaż Szczecin